niedziela, 9 czerwca 2019

Wycieczka na Klimczok

Po deszczowym maju przyszedł czas na upalny czerwiec, a tym samym na długie, rodzinne wycieczki. Tym razem postanowiliśmy zdobyć Klimczok, który od dawna był na mojej liście szczytów. Wędrówkę zaczęliśmy w miejscowości Bystra, przejście trwało łącznie 7 godzin i wyniosło około 11 km.

Wyjechaliśmy z Katowice o godzinie 7.30 celując w miejscowość Bystra, ul. Juliana Fałata 126. Czekał tam na nas darmowy, spory parking, co było miłym zaskoczeniem. Tuż obok znajduje się Zajazd pod Źródłem, ale jeśli ktoś miałby ochotę skorzystać tam rano z WC, to czeka go rozczarowanie, gdyż otwierają od godz. 12.
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, gdzie powitała nas rzeka biała. Z mostu, przez który przeszliśmy rozpościerał się uroczy widok na mały wodospad.


parking obok Zajazdu pod Źródełkiem


Widok z mostu na rzeką Białą



Za mostem skręciliśmy w lewo, potem w prawo. Znak na drodze pokazał nam, że będziemy szli czerwonym szlakiem przez ponad 2 godziny. Z ulicy niemal od razu weszliśmy do lasu i pożegnaliśmy asfaltową drogę.

Po około godzinie doszliśmy do sympatycznego miejsca postojowego o nazwie Lanckorona. Było tam kilka ławek, tablica informacyjna, oraz bardzo ciekawa kapliczka. Warto było spędzić tu więcej czasu, szczególnie, że na trasie nie spotkaliśmy jak dotąd ani jednego człowieka:)





Po odpoczynku najedzeni i napici ruszyliśmy dalej. Droga prowadziła lasem, ale co jakiś czas mieliśmy piękny widok na Beskid Żywiecki. Słońce nieźle dawało we znaki, więc z przyjemnością zagłębialiśmy się z powrotem w las.





Pół godziny przed Klimczokiem doszliśmy do Magury, skąd rozpościerały się jeszcze piękniejsze widoki. Minęliśmy kilka urokliwych kałuż, zapełnionych kijankami i nartnikami. Odcinek od Magury do Klimczoka uważam za najładniejszy. Trasa biegła wzdłuż grzbietu góry, wiał przyjemny wiaterek i z każdej strony było widać zalesione stoki. Dla tego widoku warto iść czerwonym szlakiem :)

Magura, 1 109 m.n.p.m.


Szybko dotarliśmy do schroniska pod Klimczokiem, gdzie tradycyjnie wypiliśmy kawę. Tym razem wzięliśmy ze sobą na tyle prowiantu, że nie musieliśmy kupować w schronisku żadnego jedzenia. 
Po chwili odpoczynku ruszyliśmy ostatnim odcinkiem szlaku, prościutko na szczyt Klimczoka.


schronisko pod Klimczokiem

ostatni drogowskaz przed szczytem


Widok na szczyt Klimczoka, czarny szlak

Klimczok, 1 117 m.n.p.m.

Mimo, że podejście na sam szczyt wydawało się strasznie męczące, wcale tak nie było. Krótki wysiłek wynagrodziło nam rozłożenie się na trawie i podziwianie panoramy gór aż po samiuśkie Tatry.





W drogę powrotną ruszyliśmy niebieskim szlakiem. Opłacało się, gdyż czekały na nas całkiem nowe widoki i doznania. Było bardziej płasko i mokro, co jakiś czas drogę przecinały małe strumyczki.





Do auta wróciliśmy po 7 godzinach, w momencie, kiedy niemal całe niebo przykryły burzowe chmury. Pogoda nas rozpieściła, ale ostre górskie słońce zrobiło swoje i teraz muszę smarować spalone ramiona kremem na oparzenia;)

Przy okazji mam dla wszystkich ostrzeżenie. Podczas naszej wędrówki mieliśmy na sobie cztery kleszcze, w tym jeden wbity znaleźliśmy już w domu po powrocie, a przez cały czas unikaliśmy chodzenia po wysokiej trawie. Następnym razem obowiązkowo spryskamy się środkiem przeciw owadom! 

Za naszą podróż otrzymaliśmy łącznie po 24 punkty GOT, co uważam za zacny wynik:) Wycieczkę uważam za bardzo udaną i nie mogę się doczekać następnej. 

Jeszcze na koniec mapki z trasą, którą szliśmy w obie strony: 

szlakiem czerwonym: Bystra Śląska - Lanckorona - Magura - Klimczok
szlakiem niebieskim: Klimczok - Bystra Śląska


 



A wy gdzie ostatnio byliście?

4 komentarze: